Ekolodzy mówią, że około 2100 roku ocean z powodu coraz wyższego stanu mórz związanego z globalnym ociepleniem, zaleje pół Europy. Zniknąć może na przykład cała Irlandia, kraje Beneluksu, a nawet jedna trzecia Polski. Dlaczego o tym mówimy? Ponieważ to my, świat beauty dba o piękno. I mam nadzieję, że czujecie odpowiedzialność za fakt, że to nie tylko o piękno zewnętrzne chodzi. Bez zdrowego wnętrza, bez zdrowego środowiska albo naszego piękna nie będzie widać, albo nie będzie istotne – bo tak zniszczymy planetę, że już niedługo nie będzie tu warunków do życia. Nie, nie siejemy defetyzmu, tylko uczulamy. Dbajmy więc o ekologię w naszym biznesie, pod każdym względem.

Czy piękno może być budowane na cierpieniu?

Od początku swojej drogi zawodowej wychodziłem z założenia, że piękny wizerunek zewnętrzny może wypływać tylko z pięknego wizerunku wewnętrznego. Uważam, że nie możemy uzyskać pięknej i zdrowej fryzury rezonującej z klientką i jej światem, bazując na produktach, które mają w sobie wibracje śmierci. Całe szczęście wchodzimy – powoli, ale za to wielkimi krokami – w czas wrażliwości na zwierzęta, środowisko i osoby, które stoją za pięknymi markami. Marki testujące kosmetyki na zwierzętach powoli odchodzą w cień, a klientki coraz częściej sprawdzają, czy kosmetyk, nie ma w sobie produktów pozyskiwanych przez dzieci w Indiach.

Czy ma to sens? Czy powinniśmy zwracać na to uwagę?

Uważam, że tak, bo świat jest taki, jakim go sobie stworzymy – ze wszystkimi demonami i problemami. Nawet jeśli mamy problem z rozkapryszoną klientką, to ten problem jest w nas. Człowiek, który do nas przychodzi, jest przecież taki, jaki jest, a to my decydujemy, czy nas wyprowadzi z równowagi czy nie…

Tak samo, moim zdaniem, jest z kosmetykami. Dobre, zdrowe, produkty są absolutnie niezbędne do tego, aby stworzyć dobrą fryzurę z pięknych, zdrowych włosów.

Na co zwracać uwagę, czym się kierować przy wyborze produktów, opisze poniżej. Wierzę, że jako artyści, którzy mają bardzo rozwiniętą wrażliwość, odnajdziecie swoją drogę do wrażliwości wobec świata i klientów.

Cierpienie w imię piękna, czyli jak wyglądają testy na zwierzętach

Zazwyczaj wykorzystywane są: króliki, myszy, a czasem nawet psy. Testowane są gotowe produkty np.: szampon czy farby do włosów, a czasem testowany jest jeden składnik z całego składu. Testy mają swoje nazwy i procedurę wykonania. Każdy z nich jest okraszony ogromnym cierpieniem zwierząt. Test Draize’a, czyli test na toksyczność, polega na aplikacji kosmetyku pod powiekę królika lub świnki morskiej, przez 24 godziny ilość produktu jest zwiększana, a zwierzę unieruchomione, aby nie wydrapało sobie oka. Następnie takie zwierzę obserwowane jest przez 14-21 dni, a następnie jest uśmiercane. Kolejny test opiera się na aplikacji kosmetyku na ogoloną i uszkodzoną skórę – np. nacięciami – a następnie na obserwacji, jak skóra reaguje i jakie niesie konsekwencje dla zwierzęcia. Kolejny test polega na wstrzykiwaniu domięśniowo kosmetyków po to, aby sprawdzić, po jakiej ilości wprowadzonej do organizmu zwierzę umrze.

Takie testy są przerażające, ale nie mają też, w mojej opinii, pokrycia z rzeczywistością. Przecież nasza owłosiona skóra głowy ma totalnie inną budowę niż skóra zwierząt…

Bardziej miarodajne i absolutnie wolne od cierpienia jest np. badania komórkowe in vitro, będące przyszłością nauki. Dotyczą one badania procesów biologicznych w warunkach sztucznych, czyli poza żywym organizmem. W tym celu prowadzone są hodowle komórkowe mające na celu utrzymać przy życiu oraz rozmnożyć komórki organizmów żywych. W zależności od potrzeby mogą być to hodowle bakterii, drożdży, komórek roślinnych czy zwierzęcych. Badania te pozwalają na testowanie cytotoksyczności kosmetyków, jak m.in. wchłaniania przez skórę, działania substancji żrących na skórę oraz ostrej fitotoksyczności. Przeprowadzenie takich testów jest stosunkowo proste, a co najważniejsze – dają rzetelne, porównywalne i odtwarzalne wyniki, nie powodując przy tym cierpienia.

Po czym poznać, że kosmetyk nie jest testowany?

  1. Na opakowaniu zawsze znajdziesz informację i symbol: leaping bunny, caring consumer lub cruelty free.

Coraz wiele marek, zaczyna dbać o humanitarne wytwarzanie produktów. Powstają marki wegańskie i ekologiczne, do których wytworzenia nie wykorzystano zwierząt i produktów odzwierzęcych. To nie oznacza, że produkty te nie mają związków chemicznych – te także są potrzebne np. do konserwacji, jak np. parabeny, które są najlepiej przebadanymi związkami konserwującymi. Jeżeli kosmetyk jest paraben free to albo ma ekstremalnie krótką datę ważności albo jest zastąpione innym związkiem, który nie jest tak sprawdzony jak parabeny i może nie być tak bezpieczny.

  1. Środowisko w imię piękna

Kolejnym nagminnym procederem jest niszczenie naturalnego środowiska np. wycinka lasów przy pozyskiwaniu oleju palmowego, wykorzystywanie przy tym – w nieludzki sposób – słoni czy w końcu wykorzystywanie dzieci do pozyskiwania np. siarki – jest ona znoszona na pieszo w ogromnych wiadrach z aktywnych wulkanów.  Kolejną rzeczą są opakowania. Nawet najpiękniej wypielęgnowane włosy, nie będą się dobrze prezentowały na wysypisku śmieci, którym niedługo stanie się nasz świat. Dlatego warto wybierać produkty w opakowania biodegradowalnych, czyli takich, które rozkładają się znacznie szybciej. Świetną sprawą są też opakowania pozyskiwane z recyklingu.

  1. Świadomy wybór

Pamiętaj: co siejesz, to zbierasz. Jeśli obsłużysz klientkę w nieodpowiedni sposób, to stracisz wiele następnych. Identycznie jest z produktami i światem, w którym żyjemy. Budujmy piękno, a dzięki niemu jeszcze piękniejszy świat. Wybierajmy odpowiedzialnie, bo tak jak bierzemy odpowiedzialność za to, jak wyglądają ludzie na ulicy, tak musimy pamiętać, że jednocześnie tworzymy nasz świat.